Blog

 

 13.03.2013

 

Strasznie dawno nic nie pisałam, aż pustka straszy....Ale znowu mam o czym i niebagatelnie!Otóż od 8 tygodni spotykamy się w ramach Klubu Nurkowego 45+ na szkoleniach. Średnia wieku, po odejściu(choróbsko paskudne!) Sandry zbliża się do pięćdziesiątki!!Ewa, Ania, Jola, Agatka, Kaja, Basia, Ela... w co ja się wpakowałam?

Entuzjazm entuzjazmem, ale dziewczyny nie dwudziestki, dadzą radę? (Tutaj kompletnie zapominam o swoim wieku, jakby mnie to nie dotyczyło, no bo mnie???)Na początku nasze spotkania były wielkim paplaniskiem z piciem kawy i jedzeniem ciasteczek. A to jedna miała coś w pracy i musiała się tym ze wszystkimi podzielić, a to druga nie była pewna, czy chce nurkować ze sprzętem czy na wstrzymanym oddechu, bo tak naprawdę wcale nie chce, chce tylko się z nami pospotykać, a to.... O ranego! A ja taka cholerna perfekcjonistka już im daję harmonogram, zaganiam do sali, każę przebierać się w jakieś legginsy, bo przecież mają być ćwiczenia oddechowe przed każdym wykładem....jasna cholera!Opóźnienie już 20 minutowe, naprawdę tego chcę?

Próba przywołania koleżanek do porządku głośnym i zdecydowanym klaskaniem, że zaczynamy....odniosła sukces! Dziewczyny sprawnie porozkładały karimaty pamiętające ich wyprawy wysokogórskie na Kilimandżaro i Arrarat i...Zaczęły mnie słuchać. A więc odkrywamy brzuszki..co? No, odkrywamy brzuchy! Jakaż byłam zdziwiona, że bez komentarzy, bez krygowania się, że jestem gruba, stara, niewyćwiczona i takie tam duperele, jakie potrafią wygadywać w podobnych sytuacjach młode dziewczyny nie padały z ich ust. Wdech...wydech, wdech, wydech, no, kochana, biust Ci faluje, połóż sobie rękę na piersi i jeszcze raz powtórz..wdech, wydech..wdech...A teraz wydech dwa razy dłuższy niż wdech, a teraz kładziemy się, grawitacja nam pomoże..że co? Co ty robisz, kochana, przy wydechu wciągasz brzuch, nie odwrotnie! Jak to, przecież zawsze mi mówiono, wciągnij brzuch!! Co ty Doris gadasz? No wciągnij, wciągnij, tylko przy wydechu, o! jak ładnie poszło! Powoli przestawałam się dziwić, jak dziewczyny ze Stowarzyszenia Kilimandżaro weszły na te parotysięczniki. Jak trzeba są bardzo zdyscyplinowane. I ambitne. No, już nie przesadzajmy, trzeba trochę pogadać... Doris, daj spokój, teraz pięć minut na gadanie.. hmm...ja cierpię, czas ucieka, ale nie jest najgorzej..Wąchamy kwiaty...teraz jest cisza, w końcu znowu je czymś zainteresowałam. Po co wąchamy...o, to już nasza tajemnica!

Zasiadamy przy stolikach i słuchamy wykładu. Zaczynam gadać jak ci durni lekarze:rozbieramy się do pasa, podnosimy rączkę..kurna, co ja wygaduję! Dziewczyny, to są płuca-wskazuję paluchem na slajd, płuca freedivera...bo od tego zaczynamy. Kochane, a gdzie długopisy, żadna nie notuje? To miałyśmy przynieść kartki? Nie kartki, tylko zeszyciki, kochane, zeszyciki? A z czego będziecie powtarzać do egzaminu, a on niełatwy..Dziewczyny zaczynają przyglądać się slajdom, kiwają głowami, i...Zaczynają zadawać pytania. Takich celnych, mądrych pytań dawno nie słyszałam. W trakcie kursu wykazują swoją olbrzymią wiedzę, nie, nie życiowe doświadczenie, tylko wiedzę, na temat metereologii(kilka żegluje), ciśnienia (w górach jest podobnie), nawodnienia, diety...matko! Co za mądre baby! Wydaje mi się, że na temat dobrego partnerstwa w grupie wiedzą więcej ode mnie. Nie muszę już sto razy powtarzać, że w nurkowaniu, jak może nie wiecie, zarówno na zatrzymanym oddechu, jaki i ze sprzętem najważniejsze jest partnerstwo, bo...one wszystko już wiedzą. Bo na szczyty doszły wszystkie! Wszystkie, całą kilkunastoosobową grupa bab! Nie spiesząc się, powolutku, nie bijąc rekordów szybkości, znosząc narzekania i marudy koleżanek, wlazły wszystkie!Nie podejrzewałam jeszcze w tym momencie, ile mnie ta grupa, takich dojrzałych bardzo kobiet, nauczy! Jeszcze mnie irytował czas tracony na pogaduchy, małe spóźnienia, brak karteczek.Jak któraś nie mogła przyjść we wtorek, bo coś tam, to „szefowa” ekipy dzwoniła, że może by, Dorotka, przełożyć, bo Agatka nie może??? Jak to, jedna nie może i mamy przekładać? A plan, a harmonogram, a założenia? A wszystko to do czasu, kiedy.... mnie coś dopadło, ja nie mogłam. Mnie bolało, ja musiałam odwołać. Stres – jak im to powiem, jak odwołam? A plan, a harmonogram, a ciągłość, a egzamin? Ale nie mogłam. I co się stało?? Nic. Wszystkie kochane baby mailowały, dzwoniły, Doris, co z tobą, jak się czujesz, co ty, nam się nigdzie nie spieszy, my nie musimy, nie już, nie teraz, my chcemy być razem. Coś we mnie pękło, rozryczałam się. Nie muszę? Damy radę? Wszystkie i te 40 i te 60 latki? Damy. Dziewczyny już biegają, Agatka za chwilę biegnie maraton, Ewa i Sandra chodzą z kijkami, Jola ćwiczy oddychanie, widać postępy, Basi nie trzeba motywować, jest aż za bardzo – żeglarka, dla niej woda nie straszna, Anka z Elą wybierają się na rejs. Kaja obiecuje, że sama nadrobi zaległości, ale grupa już krzyczy, że nie sama, tylko spotka się razem, na korepetycje.Jasna cholera. Trafiłam do nieba?

 CDN

12.08.2012

Z tym blogiem to jest cholera, trudno. Trzeba by codziennie mieć złote myśli, a na złote myśli trzeba czasu, bo jak ich za dużo, to nie odróżnisz od tombakowych. I znowu nurkowania, trochę dla siebie, trochę z kursantami. I tak mi chodzi po głowie, że te „z kursantkami” też muszą być „dla siebie”. Jak najwięcej przyjemności! Ogromna radość, jak partner/kursant wychodzi uśmiechnięty od ucha do ucha i dziękuję, - ale było fajnie! A jeszcze milej widzieć uśmiechnięta buzię pod wodą.

Kolejne kursy, kolejny raz jako instruktor i..utwierdzam się w przekonaniu, że najważniejsza jest pływalność. Wiem, to oczywiste, ale jakby nie bardzo, szczególnie na początku i nie daj Boże, jeśli ktoś wmówi, że „to przyjdzie z czasem”, że na to jest oddzielny kurs. Zmodyfikowałabym wszystkie kursy OWD i zaczęła właśnie od kursu doskonałej pływalności i panowania nad stresem. Po jasna cholerę mi partner/kursant z innego kursu, który sięga mi do zaworów, bo taki jest sprawny, wyćwiczony, po OWD już był na 25 metrach z kolegami, i jutro kupuje twina, jak wyrzuca go z kilkunastu metrów? I ta bezradność, – ale naprawdę nie wiem, dlaczego?? I co można tu zrobić? Ja go/ją rozumiem, on /ona naprawdę nie wie, dlaczego. Bo przecież teoretycznie wszystko wie i wszystko dobrze zostało ponaciskane. Tylko, kto będzie chciał poświęcić się przez kilka a może kilkanaście spotkań i ćwiczyć pływalność, przecież cały kurs OWD przewidziany jest na kilka nurkowań. Drapię się w głowę i kombinuję, jakby tu zachęcać do trudu wiszenia przy linie, jakby tu urozmaicić te ciągnące się minuty na nic nierobieniu, jak wytłumaczyć i przekonać, że to zaowocuje, że potem już jak burza..Trudno szczególnie początkującym nurkom wytłumaczyć, że warto, bo gdzieś wyczytali, że w 4 dni można ten kurs zrobić, że potem ta umiejętność przyjdzie, że, o zgrozo!, z 10 metrów jak nas wyrzuci, nic się nie stanie! Że ktoś nas złapie, a jeśli nurkuję z instruktorem to jestem bezpieczna na 200 %. Kochane, kochani! Nie jesteś bezpieczna! Do znudzenia powtarzam, że dostając licencje musisz być SAMODZIELNYM nurkiem! Musisz umieć oszacować swoje umiejętności i podejmowane ryzyko w ramach swoich uprawnień. I jeśli cię ktoś „dogoni” to miałaś dużo szczęścia. Nurkowanie jest wprawdzie sportem partnerskim, ale przede wszystkim trzeba liczyć na swoje umiejętności. Weźmy jazdę samochodem. Czy wsiadając do samochodu mówisz sobie: wprawdzie nie bardzo umiem hamować, jeszcze nie mam wyczucia odległości i nie wiem, gdzie włączyć kierunkowskaz, ale przecież inni na drodze świetnie jeżdżą i to oni niech uważają, żeby nie mieć ze mną kolizji. Tak myślicie? A jeśli wasz partner nurkowy też tak myśli? Jeśli liczy tylko na ciebie? Nierzadko tak jest. A więc, po pierwsze – licz na SWOJE umiejętności, ucz się od innych, ale w tym teraz, jednym, zaplanowanym właśnie nurkowaniu to TY musisz być samodzielna. Nie sama, samotna - to tak jak w związku - tylko samodzielna. Może to dobre porównanie do tego związku; liczysz – on mi pomoże, on zarobi, on jest silny, on załatwi, naprawi.. A tu – klapa! On załatwi sobie, naprawi koledze, pozna inną... A ty zostajesz w głębokiej dupie... I to samo jest z partnerem nurkowym...może ci pomóc, może cię złapać, może za ciebie...ale może i nie. Więc jeśli czujesz się niepewna, wróć do początków, naucz się tak panować nad swoim zachowaniem, by nie było przypadkowe, byś rozpoznawała związek pomiędzy swoim działaniem a skutkiem.

Bardzo lubię z moimi kursantkami robić ćwiczenia oddechowe. Co to ma wspólnego z nurkowaniem? Mnóstwo, uświadamiając sobie, że nasze płuca mają pojemność ok. 5 litrów. Jeśli twój jacket ma pojemność np. 18 litrów, to 5 l jest prawie 1/3. Popatrz, jaką masz dodatkowa asekurację! Ale tym kołem ratunkowym należy umieć się posługiwać. Więc zaczynamy od ćwiczeń. Najpierw uspokojenie oddechu, wyregulowanie, wręcz zauważenie, że się oddycha, że to nie musi być automatyczne, nieświadome. Potem skupienie na drodze, jakie od jamy nosowej poczynając przechodzi powietrze, jak masuje lub drażni nasze organy wewnętrzne, którędy biegnie, zanim znajdzie się w płucach. Co można nim napełnić, gdzie się gromadzi? Jeśli już jest w nas, w środku, czy można nim zarządzać? Przepychać, przemieszczać? I co się wówczas dzieje? Jak to wpływa na nasz komfort a w wodzie na naszą wyporność? Kiedy opanujemy powyższe sytuacje okaże się, że dokładnie te same mechanizmy działają w przypadku naszego jacketu. DOKŁADNIE TE SAME. I na wszystko mamy wpływ.

Segregacja płciowa w Iranie

 

Autor Alicja Rapsiewicz   

 

PROSZĘ zwrócić uwagę na ostatnie zdania. W nurkowaniu kobiet także chodzi nie o podział wg płci tylko o MOŻLIWOŚĆ wyboru. Szkoda, że tak mało z nas uświadamia sobie, że dopiero ta możliwość jest wolnością jednostki.(komentarz mój, D.Ł.)


W Iranie i krajach islamskich istnieje segregacja płciowa. Na początku będąc jeszcze w Europie i z punktu widzenia Europejki właśnie, uważałam to za coś dyskryminującego kobiety, ale czy tak jest naprawdę?
Weźmy na tapetę środki komunikacji publicznej. Metro w Teheranie. Stoimy na peronie, podjeżdżają kolejne wagony metra, na pierwszym wagonie zauważyłam jakiś napis „women...”, ale nie zdążyłam dokładnie przeczytać. Nadjechał ostatni wagon metra z tym samym napisem i tym razem można już swobodnie przeczytać: „women only”, czyli wagon tylko dla kobiet, do którego mężczyźni nie mają wstępu. Teraz zauważam też, że na peronie jest mała barierka, która oddziela sektor męski od damskiego. Szybko przychodzi refleksja: czyli ja źle stoję, bo jestem po stronie męskiej! Rozglądam się po peronie i uff, widzę kilka kobiet po tej samej stronie, czyli jednak mogę tu stać. Widzę też, że te kobiety wcale nie wsiadają do wagonu „women only”, ale sama wsiadam do damskiej części, żeby zobaczyć jak to jest...
Jest normalnie, po prostu są tu same kobiety, a wagon oddzielony jest otwieraną barierką, przez którą komunikuję się z Andrzejem.

Następnym razem decyduję się już na „niedamską” część metra. Przez chwilę czuję się jak trędowata... obok mnie jest wolne miejsce siedzące, ale nikt nie siada, mimo lekkiego tłoku. Czy coś ze mną nie tak? Wokół sami mężczyźni. Znów chwila refleksji i nagle przypomina mi się: mężczyzna nie może usiąść obok obcej kobiety! I w tym momencie wsiada dwoje dziewcząt, które natychmiast siadają obok mnie, dwie na jednym miejscu :) Co za ulga, czyli wszystko ze mną OK.

Po kilku przejażdżkach metrem, stwierdzam, że zasada wg której mężczyzna nie może usiąść obok obcej kobiety, ani też stać zbyt blisko niej, podoba mi się. Kiedy w metrze jest tłok i chce się z niego wysiąść, tłumek mężczyzn zawsze rozsuwa się i robi miejsce wysiadającej kobiecie i Andrzej czasem z tego „korytarza powietrznego” też korzystał ;)

Ktoś może pomyśleć, że segregacja płciowa jest formą dyskryminacji kobiet. Akurat w tym wypadku nie chodzi o to, że Panie nie mogą siedzieć z Panami, bo są od nich gorsze. Może tak to wygląda z zewnątrz, ale tak naprawdę specjalne sektory dla kobiet dają im poczucie bezpieczeństwa i komfortu, że nie muszą się tłoczyć w jednym pomieszczeniu z mężczyznami... Kobiety mają w tym przypadku wybór: mogą wsiąść do oddzielnej, wyznaczonej dla nich części, ale nie muszą tego robić. I to mi się podoba. A może by tak też zrobić w u nas w Polsce? Co myślicie dziewczyny?



27.01.2012

Szukam baz nurkowych na wyjazdy w tym roku. Znalazłam fajne miejsce, cóż z tego..W opisie bazy i miejsca czytam:

Dlaczego przyjechać do A.....? Miedzy innymi, bo: „bo Twoja dziewczyna jeśli nie nurkuje to chętniej zostanie na piaszczystej plaży!”. Jak by to brzmiało:” bo Twój chłopak jeśli nie nurkuje to chętniej zostanie na piaszczystej plaży!”. W tym komunikacie zawiera się spora historia dotycząca pozycji kobiety w naszej kulturze. Kobiety, jedźmy do A! Będziemy wylegiwać się na piaszczystej plaży i patrzeć, jak nasi supermeni przynoszą nam z podwodnego polowania muszelki. A już myślałam, że to lato nudno spędzę na działce..

01.01. 2012
godz.20.29 Nowy Rok 2012 nastał a ja mam spore zaległości w pisaniu bloga. Jest jeszcze kilka zdarzeń z minionego roku, którymi bardzo chciałabym się z czytającymi tę stronę podzielić.


Pierwszym z zaległych przeżyć to wizyta nurkowa na oddziale onkologicznym dla dzieci w warszawskim szpitalu. Pewnego dnia znajomy nurek instruktor przysłał maila z zapytaniem..Skontaktował mnie z innym... Marcin okazał się pełnym entuzjazmu młodym człowiekiem, który założył Stowarzyszenie Motocykliści Dzieciom. A że ostatnio nauczył się nurkować.. Miałam mieszane uczucia raz, że logistycznie nie było to łatwe, dwa – czy ja dam radę? Kilka dni umawiania terminów, zgrać kilka pracujących osób nie było łatwo, ale Marcin jakoś sobie poradził. Mieliśmy przygotowany scenariusz, ale jak to w życiu bywa, rzeczywistość go skorygowała. Tego dnia na oddziale było mało „chodzących” dzieci, większość leżała w łóżkach po chemioterapii. Saleczki malutkie, w nich rodzice. Dzieci – do 18 roku życia, więc i dzieci i prawie dorośli.. Część z nas prezentowała w korytarzu dzieciakom sprzęt nurkowy, pokazywała filmy, opowiadała o podwodnym świecie. Ja zdecydowałam, ze pochodzę po salach i poopowiadam o nurkowaniu tym, którzy nie mogą wstać. Byłam w suchym skafandrze, wszystkich ciekawiło, co to za kombinezon, jak można w tym pływać? Były dzieci, które miały OWD! Były i takie, które znały jakiegoś nurka. Niektóre całkiem naukowo rozprawiały o życiu podwodnym. Niektóre nie chciały o niczym rozmawiać, nie chciały nikogo z zewnątrz oglądać, były zamknięte we własnym świecie, oczekując na ..tylko one wiedzą, na co. Część z nich chciała zrobić sobie z nami zdjęcia, były zaambarasowane tym, co wokół nich się działo. Czasem nie wiedziałam, co mam powiedzieć, kiedy dziecko chciało naszej wizyty ale nie mogło się poruszyć. Chłopcu bez nogi opowiedziałam o nurkowaniu niepełnosprawnych. Myślę, że akcje takie są potrzebne, żeby do tych, którzy nie mogą czynnie uczestniczyć w życiu, świat sam do nich przyszedł. Ale już wiemy po tej wizycie, że nie tylko pomysł i jego realizacja jest ważna, potrzebne też jest przygotowanie psychologiczne wolontariuszy, bo łatwo jest zamienić świetną zabawę w jeszcze jedno traumatyczne przeżycie dla dzieciaków. Nam tym razem się udało, ale następnym na pewno dużą uwagę zwrócę na takie psychologiczne przygotowanie, sama na sobie odczułam jego brak.

Słuchając przy kawie po całej tej akcji, jak Marcin Ołtarzewski potrafi sprowadzić na oddział windą kilka motocykli, by dzieci mogły je dotknąć i na nich usiąść albo, jak całe szpitalne podwórze umie zapełnić super sportowymi samochodami, których właściciele na ochotnika biorą udział w pokazie zastanawiam się, ilu z nas ma tyle energii i chęci, by podarować ją słabszym od siebie? Często o tym piszę, że dla mnie nurkowanie to nie tylko działanie, hobby, to także sposób na życie. I tym razem znowu to się potwierdziło.

07.11.2011
Niedawno byłam na sabacie czarownic – w Halloween. Podczas seminarium dotyczącego historii tego święta i historycznej roli czarownic, Baby Jagi i wróżek pomyślałam o nurkowaniu. Tak, to święto przypomniało mi jak wszechstronna może być jego tradycja.
Celtowie wierzyli, że w ostatnim dniu roku - 31 października (wg ich kalendarza), duchy zmarłych odwiedzają ziemię. Duchy tych, co odeszli, przybywały wówczas do swych ziemskich domów w poszukiwaniu ciepłego schronienia.
Wieczorami na wzgórzach palono ogniska, aby odstraszyć złe moce, a zmarłym wskazać drogę do domów. Aby odegnać złe duchy, wkładano maski, hałasowano, zapalano światła. Ponad 2 tys. lat temu 31 października był także dniem, w którym żegnano lato, witano zimę a raczej przygotowywano się na jej nadejście. Zaczynano też gromadzić zapasy, by przeżyć.
Często zapominamy o tym, że jest to dzień przejścia światła w ciemność, pożegnania i powitania. Jednocześnie uświadamia nam, że nie boimy się tego, co znane (tutaj: życie), obawiamy się tego, co nieznane (złych duchów). Żegnamy lato, ale też chcemy obłaskawić zimę, która jest przyszłością, nieznanym. Jak to się ma do tego mojego nurkowania? Już w książce opisywałam moment, który dla niektórych jest bardzo stresujący w nurkowaniu. Dla mnie był przez wiele lat. To chwila zanurzenia całkowitego pod wodę, moment, kiedy głowa zanurza się. Na powierzchni jest wszystko OK., pod wodą już też, ale ten moment przejścia...bardzo stresujący. Dopiero podczas analizy tego faktu, kiedy jako instruktorka musiałam znajdywać rozwiązania pomagające innym, doszłam do wniosku, że sytuacja ta ilustruje właśnie, zupełnie jak Halloween, moment przejścia ze znanego do nieznanego. Czasami sama świadomość pewnych faktów jest już zwycięstwem. I w tym przypadku tak też się stało.
Nurkowanie? To klucz do życia, nie cel sam w sobie. Dla mnie.

18.10.2011
Nie jest łatwo znaleźć czas na regularne pisanie. Dzisiaj byłam w Fundacji do Spraw Kobiet z którą niedawno zaczęłam współpracę. Z jej założycielką, Justyną, dziewczyną, która na Zachodzie spędziła 20 lat wykładając na studiach gendrowskich zastanawiałyśmy się nad polskim fenomenem braku solidarności wśród naszych kobiet. To delikatnie powiedziane. Nad zawiścią, kopaniem pod sobą dołków, chorą rywalizacją. Oczywiście ja nawiązywałam do terytorium nurkowania, bo ono mnie najbardziej pasjonuje, ale nieważne, jak się ten kawałek życia nazywa i tak jest 100% zwierciadłem naszej rzeczywistości tylko, że w skali „nurko”. W krajach tzw. rozwiniętych, a sama mam coś do powiedzenia na ten temat, gdyż 4 lata studiowałam w Niemczech Zachodnich, więc poznałam takie „codzienne życie”, kwestie feminizmu są dużo bardziej rozpracowane, społeczeństwo uświadomione, kobiety pewniejsze siebie i swoich praw oraz możliwości. Dyskusje na te tematy nie wywołują szoku i nienawiści u przeciwników, bo po prostu są częścią tamtejszej rzeczywistości i każdy do tego zjawiska się przyzwyczaił. Niestety, Polska jest w dalszym ciągu jeśli chodzi o prawa kobiet i mniejszości w fazie rozwoju. Nawet nie w „Trzecim Świecie”, bo wbrew ogólnej naszej niewiedzy i ignorancji, tam też są ruchy kobiet. Jest feminizm „czerwony” (Indianki), „czarny”, „żółty”... Zastanawiałyśmy się więc, dlaczego najbardziej agresywnymi przeciwniczkami wypowiedzi kobiet mówiących o swoich poglądach, prawach, miejscu w społeczeństwie, są w Polsce właśnie kobiety. Nawiązałyśmy do wydarzenia opisanego przeze mnie na blogu, które miało miejsce przy ognisku na pewnym nurkowisku. Otóż na podstawie swojej wiedzy (Justyna) i moich obserwacji doszłyśmy do wniosku, że w atakach tych przejawia się rozpaczliwa słabość polskich kobiet, które jeśli nie identyfikują się z mężczyznami, jeśli nie mają za sobą męskiego poparcia, jeśli nie walczą o męską akceptację, to uważają, że same nie będą istnieć. Boją się tego. Muszą szukać poklasku w męskim gronie a najlepiej zdobyć go będąc wrogiem innej kobiety. Polska kobieta o której piszę (pewien typ, model) bez faceta jest jak bez kręgosłupa, sama nie wierzy, że jest coś warta. To bardzo trudny temat i żeby dyskutować należy mieć przynajmniej podstawową wiedzę na temat społecznych ruchów kobiet, w tym feministycznych i to w bardzo różnych, kulturowych kontekstach. Ale nie koniecznie należy kończyć gendrowskie studia, by choć odrobinę żyć bardziej świadomie.
Moją pasją jest wzmacnianie poczucia własnej wartości u kobiet i konstruowania dialogu pomiędzy płciami. A że kocham nurkowanie...jest ono punktem wyjścia do moich działań. Wkrótce dowiecie się o dwóch „wielkich/małych” projektach nurkujących kobiet. Jeden to 45/65 drugi....jeszcze przez chwilę niech pozostanie tajemnicą.


06.10.2011

Niedawno odszedł od nas Robert Klein. Nie znałam go osobiście, ale trudno było o nim nie słyszeć. Po jego śmierci na DiverClub.org pięknie wypowiedziała się Agnieszka Łotocka, podobało mi się.
W takich chwilach człowiek znowu przewartościowuje swoje priorytety. Ostatnio miałam rozmowę z nurkiem nurkującym od ..40 lat. Bardzo dobrym nurkiem, z przeszłością także nurka zawodowego. Tematem naszej rozmowy było podejmowanie ryzyka, a raczej minimalizowanie go podczas szkoleń rekreacyjnych. Temat szeroki i co nurek, to pewnie zdanie. Konkluzja nasza była taka, że każdy „normalny” (czytaj: statystyczny) człowiek w całym swoim nurkowym i poza nurkowym życiu stara się minimalizować ryzyko. I jest to najbardziej normalna postawa zachowawcza, dzięki której nasz gatunek jeszcze istnieje.
To, czy sami, jako nurkowie ryzykujemy, to nasza sprawa (i naszych rodzin), ale osobiście nie widzę powodu, by na kursach szczególnie OWD nie zachowywać się „zachowawczo”. Kursant jeszcze nie ma pojęcia, jakie dla niego rodzą konsekwencje pewne zachowania pod wodą, „papuguje” nas instruktorów, czyli zarówno postawy zachowawcze jak i te ryzykowne. Można mówić o zaszczepianiu mu „lęków”, albo „odwagi” ale najważniejszy jest chyba nadal zdrowy rozsądek. Instruktor musi podchodzić do każdego kursanta indywidualnie, zwracać uwagę na jego możliwości, postawę, uwarunkowania fizyczne i charakterologiczne. Nie z każdego można zrobić komandosa, ale i po co?
Nurkowanie rekreacyjne ma sprawiać przyjemność , być bezpieczne i przynajmniej na początku, zachowawcze. Potem każdy nurek ma do wyboru paletę kursów i specjalizacji, które wg własnych preferencji może wybierać. Może chcieć tylko być fotografem podwodnym (wcale nie taka prosta nurkowa umiejętność), oglądać rybki w ciepłych wodach do 18 metrów, albo np. wybrać wraki w zimnym morzu. Nie musi podczas 4 pierwszych, kursowych nurkowań „przekraczać swoich granic”. Będzie miał na to jeszcze czas, jeśli najdzie go taka ochota.
Skąd te rozważania? Hm...po konfrontacji z życiem. Instruktor też dokonuje wyborów pomiędzy swoim sumieniem, swoimi ograniczeniami, swoimi kompleksami, chęcią udowadniania, że jest się najlepszym z instruktorów. I te jego zachowania przekładają się na sposób szkolenia innych i na podnoszenie własnych umiejętności. Na kursach OWD jestem zachowawcza i taka zostanę, i nawet, jeśli kiedyś stwierdzę, że chcę być super nurkiem jaskiniowym czy innym technicznym, to nie będę tych swoich ambicji przekładać na kursantów OWD, oni mają prawo do swoich świadomych wyborów.

02.10.2011

Wakacje, wakacje, szkoda, że się skończyły, chociaż dzisiaj za oknem piękne słońce ! Marsa El Alam / Egipt.
Podobno tego roku lipiec był deszczowy.. Podobno było mokro, zimno i ponuro...Nie mam powodu, by nie wierzyć, ale w Marsa El Alam niebo było błękitne, no, czasami lekko wiało, ale tylko czasami. Miłosz Jędral z bazy 3 Will zaproponował mi przyjazd i pobyt w bazie przez cały lipiec. Bardzo chciałam pracować w bazie nurkowej, gdzieś w ciepłym kraju, ale i pełna byłam obaw. Poradzę sobie?
Przed podjęciem decyzji zarzuciłam Miłosza pytaniami: Jak wygląda dzień pracy instruktora, ile razy dziennie nurkujemy, jakie są godziny pracy, co będzie należało do moich obowiązków oprócz opiekowania się gośćmi i prowadzenia kursów? Może sprzątanie bazy, noszenie butli, organizowanie wieczorów towarzyskich? Przypomniałam mu, że jestem kobietą instruktorem i żeby się dobrze zastanowił, bo nie jestem maszyną i muszę mieć też czas na odpoczynek. Odpowiedź była: spoko, Dorotka.
Ten lipiec 2011 to jeden z najprzyjemniejszych okresów w moim życiu. Nurkowania świetnie zorganizowane, o 14.00 każdego dnia mieliśmy koniec pracy. Było to możliwe, ponieważ w Marsa najczęściej nurkujemy z plaży. Ale nurkowania te, mimo że z plaży, są niezmiernie ciekawe, tuż z brzegu dostępne są przepiękne trasy nurkowe. Wielkie żółwie na plaży Abu Dabbab to rzecz normalna, ale w tym roku, ponieważ ruch turystyczny w Egipcie był z oczywistych powodów znacznie mniejszy niż w latach poprzednich, pojawiło się mnóstwo zwierzątek morskich w ogromnych ilościach. Podczas jednego z takich „brzegowych” nurkowań przypłynęły do nas 2 delfiny, matka z młodym. Krowa morska, czyli dugong już podczas mojego pierwszego dnia nurkowego zaszczycił nas swoją obecnością.
Dniem, którego długo nie zapomnę, był ten, kiedy wraz z Miłoszem zanurkowaliśmy na plaży przy rafie hotelu Blue Reef. Wprawdzie musieliśmy w pełnym sprzęcie przejść ze 300 m po płytkiej wodzie, ale opłaciło się!. Tak cudownego miejsca w Egipcie jeszcze nie widziałam. Weszliśmy do wody tuż przed zachodem słońca. Jak zwykle, miałam ze sobą aparat w pełnej gotowości, bo a nuż coś niezwykłego pod wodą spotkam? I....Zdjęcia z tego pobytu zaliczam do moich ulubionych. Na rafę tę nie mają wstępu klienci centrów nurkowych, jest niezniszczona, rozległa, przepięknie ukształtowana. Właściwie w żadnym kierunku nie miała końca..
Idealna cisza, przepiękne kolory, które...wyobrażałam sobie na tych 20 metrach. I nie pomyliłam się. Wywołane zdjęcia potwierdzają to w pełni. Słońce, które wędrowało coraz niżej i niżej, aż w końcu liznęło rafę i zniknęło, w sposób niepowtarzalny wydobywało jej piękno. Robienie zdjęć po wodą tuż przed zachodem słońca to prawdziwa uczta.
Mieliśmy jeszcze ze dwa dni bez klientów. Wtedy to właśnie Miłosz wyruszył na poszukiwanie nowych tras nurkowych z brzegu. Udało nam się jeszcze 2 takie znaleźć, nietknięte, bajecznie piękne. Temperatura wody w jednym z nich wynosiła...36 stopni C. Akurat miałam obtartą stopę i po wejściu w neoprenowych butach do morza miałam wrażenie, że ktoś polał mi stopę wrzątkiem. Dopiero na 20 m. woda ochłodziła się do...32st.C.
W Marsa wejścia do wody są urokliwe, najpierw idzie się i idzie brodząc po kostki w wodzie, po rafie jak ser szwajcarski z setkami mniejszych i większych dziur, przez które prześwituje błękit, aż nagle wskakuje się do tej jedynej, właściwej dziury w rafie, by trafić na zaskakująca nurkową trasę.
Jeśli dołożymy do tego jazdę pod wodą na nartach, to trudno się dziwić, że tego wyjazdu nigdy nie zapomnę!
W bazie 3 Will czułam się doskonale, rodzinna, pełna zrozumienia atmosfera bardzo mi odpowiadała. Urzekło mnie to, że świetnie układa się współpraca z bazą egipską obsługującą Włochów z hotelu, w którym się stołowaliśmy. Zero rywalizacji o klienta, wszystko załatwiane pokojowo, a w razie potrzeby obydwie bazy współpracowały ze sobą.
Wszystkim nurkom życzę takich wakacji, jakie ja miałam w tym roku!

25.09.2011
Z dniem dzisiejszym, 25 września 2011 roku rozpoczynam pisanie blogu nurkowego. Jak długo wytrwam, nie wiem, ale dzisiaj zakładam, że długo. A więc zaczynam...
Oczywiście, jestem nurkującą kobietą i w żadnej chwili nie zamierzam zapomnieć o tym, że różnię się od mężczyzny, i że te różnice pośrednio lub bezpośrednio mają wpływ na uprawianie przeze mnie tego sportu. Nie jestem jednak feministką, co w formie zarzutu mówią o mnie lub do mnie nurkujący mężczyźni, którzy w większości nie mają pojęcia czym jest feminizm lub seksizm. Jednak chyba się nią stanę, bo im dłużej spotykam się z takimi bezsensownymi opiniami, tym bardziej przekonuję się, ze feminizm to jedna z niewielu dróg, żeby kobiet mogły walczyć o swoje prawa. Rzadko mówi się o tym, że w historii występuje sporo męskich, światłych, wykształconych i bardzo inteligentnych postaci, które nie bały się wspierać ruchu feministycznego. Ale do tego potrzeba nie tylko przekonań i wiedzy, te mogą być różne, ale i nieziemskiej odwagi, której dzisiejszym mężczyznom na ogól brak.
Podziwiam Janusza Witkowskiego, który z własnej woli , za własne pieniądze, po przeczytaniu mojej książki i wspólnej rozmowie, zdecydował się nakręcić film o nurkujących kobietach. Januszu, bardzo Ci dziękuję, zawsze będziesz honorowym gościem na wszystkich naszych spotkaniach.
Jest jeszcze wielu mężczyzn, którym dziękuję za zrozumienie i wsparcie, jeśli kogoś pominę, przepraszam, zawsze możecie do mnie napisać i mi to wytknąć. Wdzięczna jestem Łukaszowi Ulatowskiemu, Jarkowi Samselowi, Zygfrydowi Naczkowi, Jackowi Biernackiemu, Pawłowi Porębie, Miłoszowi Jędralowi, bazie Diving Stars, Tomkowi Nitce, Andrzejowi Bacińskiemu, Arturowi Bielowi, Lesławowi i Bartkowi Gajdom,Kubie Czapskiemu, mężom moich kursantek, którzy ze mną się kontaktowali i wielu innym mężczyznom, którzy rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi.
Nie każdy musi zgadzać się z moimi poglądami, po to jest demokracja, zarówno mężczyźni, co jest dla mnie zrozumiałe, jak i kobiety. Jednak ze zdumieniem obserwuję, że nasza „kultura polityczna” (czytaj: jej brak) przeniknęła także i do środowiska nurkowego. No cóż, „jaki pan, taki kram”.
Wszystko powyżej było tytułem wstępu. A teraz...zaczyna się Ze zdumieniem obserwuję, że osoby krytykujące moją książkę na ogół jej .. nie czytały. A te, które owszem, tak, przeczytały, w swoim zachowaniu stosują dokładnie te same metody i mechanizmy, które opisuję np. w rozdziale o psychologii grupy. Więc jednak są w niej fragmenty które opisują prawdziwe mechanizmy, których podważanie jest śmieszne, bo sami krytykujący postępują wg opisanych schematów.
A oto przykład z życia:
Baza nurkowa. Przyjechałam późnym wieczorem, zimno. Wiem, że pokoje są nieogrzewane, bez łazienek i toalet. Źle się czuję, mam miesiączkę, nastąpiła nieoczekiwana zmiana planów, bo na Bałtyku zmieniła się pogoda. Mogłam albo przerwać kurs, albo dokończyć go gdzie indziej.
Wiem, że w bazie są 2 pokoje z mini łazienkami. Dowiaduję się, że dzisiaj mogę w nich przenocować, ale od jutra są wynajęte i będę musiała się przenieść. Super, jedna noc bez biegania po kilka razy po dworze w nocy do toalety. Każda kobieta to zrozumie. Każda? Okaże się.
Następnego dnia, niestety, muszę się, zgodnie z planem, przeprowadzić. Nie jestem zachwycona, ale cóż..wiedziałam o tym. Mijając parę, dla której pokój był zarezerwowany, przeprosiłam, że zrobię to dopiero po wyjściu z wody, bo jesteśmy już ubrani. Dodałam, że źle się czuję, mam miesiączkę i dlatego zdecydowałam się na to lekkie zamieszanie, jedna noc z kibelkiem też ważna, lepiej jedna, niż żadna. Pobyt w wodzie przedłużył się, szło świetnie i zrobiliśmy więcej ćwiczeń, niż jako minimum zaplanowałam. Trochę się denerwowałam, że ludzie czekają na pokój, ale ..nikt nie jest idealny. Nie lało, słońce świeciło. Wieczorem ognisko, zaprosili mnie koledzy z pokoju obok. Ekipa znajomych pary, która musiała poczekać na zwolnienie przeze mnie pokoju świetnie się bawi przy barku i grillu.
Jak wieczór potoczył się dalej, pominę, to, że jeden z nurków podszedł do naszej czwórki z ewidentnym zamiarem sprowokowania mnie i ośmieszenia, bo jestem „feministką” i on mnie świetnie zna, i tak dalej....(niestety, nie mam pojęcia jak ma na nazwisko, na moją prośbę, żeby przedstawił się, nic nie odpowiedział, znam tylko jego ksywkę, ale nie chce mi się dochodzić, kto zacz). Jego zachowanie bardzo mnie nie zdziwiło, spotkałam już ten typ człowieka. Natomiast zdumiała mnie przemowa kobiety, którą przepraszałam za to, że musi poczekać na zwolnienie przeze mnie pokoju. Otóż tak, bym słyszała, w gronie około 10 mężczyzn, nurków z jej towarzystwa wygłosiła mniej więcej taką przemowę: I podeszła do nas, powiedziała, że się źle czuje, ma miesiączkę i dlatego nocowała w tym pokoju. Po czym nastąpiła salwa śmiechu, a raczej głośnego rechotu całej grupy.
No cóż, feministki naprawdę mają co robić w tym kraju. Ale tu nie o feminizm chodzi..a o co? Kobiety, dlaczego my same sobie robimy takie rzeczy? Brak akceptacji dla czyichś poglądów, to jedno, rzeczowa dyskusja..to już trzeba wiedzy i kultury, ale takie zachowanie to... CDN.

Kontakt

Nurkowanie Kobiet

tel:+48 609954923

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Rachunek bankowy:


85 1140 2004 0000 3102 6222 7808

NITAS - Tomasz Nitka
ul. Albatrosów 8/27
05-500 Piaseczno

NIP: 521-108-13-86
REGON: 141872759